poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozalia: Kolejny dzień

 Po dotrciu na miejsce pokazałam Amy jej pokój, który znajdował się na poddaszu.
-
ostrzegam,dawno tam nie zaglądałam , więc najprawdopodobnie wygląda to jakby przez pomieszczenie przeszedł huragan - powiedziałam poczym stromymi drewnianymi schodami weszłyśmy na górę. Okno było uchylone, a bordowe zasłony powiewały lekko jak piórko. Po bokach stało wiele kartonów. Pod oknem znajdowało się jednoosobowe tóżko, jego ramię było przyozdobione w malowane róże. W koncie stał okrągły stolik na , którym był wazon zeschłych kwiatów. Ściany miały zwykły biały kolor. Stała tam też dośc duży kufer, a to wszystko opatulały cudowne materiały utkane nitka po nitce. ,, Wypadałoby zabrac te kartony i zetrzeć pajęczyny i kurze" pomyślałam i zrobiłam. Kiedy już posprzątałam poddasze, pomogłam Amy się  rozpakować. Chwilę później wyszłyśmy i kierowaliśmy się w kierunku BigBena, ponieważ umówiłyśmy się tam z chłopakami. Na miejscu zastaliżmy Michaela, Dustina i Cristaiana. Przytuliłam Crisa na powitanie i uścisnęłam dłoń Michaela i Dustina. Amy również się przywitała.
- Rozalia, jaki masz plan na dziś?- zapytał Cris
- London Eye - odpowiedziałam
- Zawsze chciałam się tym przejechać- podekscytowała się Amy.
Kolejka jak zawsze w tym okresie była gigantyczna, więc staliśmy ok. półtorej godziny, lecz nie na darmo. widoki z góry były wspaniałe i myślę, że nie tylko mi się podobały. Po ujrzeniu całego Londynu z góry pozostało nam tylko zjeść jakieś pyszne ciastko.
- Opowiedzcie coś o sobie i o swoich krajach- zwrócił się Michael do Dustina i Amy.
- Jestem z Włoch- zaczął Dastin
- A ja z Francji- wtrąciła rudowłosa, popijając mocną kawę.
Następnie obydwoje zaczęli opowiadać o swoich planach, życiu i zainteresowaniach. Kiedy wszyscy rozmawialiśmy o zabawnych sytuacjach i śmiesznych momentach to mało co nie oplułam się ze śmiechu. Tak dobrze się,  rozmawiało, że nawet nie zauważyłam kiedy zaszło słońce. Umówiłam się z resztą jutro o 11:00 przed Big Benem, i razem z Amy zamówiłyśmy taksówkę do domu. Przygotowaliśmy kanapki na kolację i jeszcze przed pójściem spać rozmawiałyśmy.
- Jesteście uroczą parą.- wtrąciła do rozmowy.
Cwilę zastanawiałam się o co chodzi, aż w końcu zapytałam.
- Ale... kto?
- Ty i Cristaino.- usłyszałam i zaczęłam się śmiać- O co chodzi?- pytała zdezorientowana Amy
- My nie jesteśmy parą.- powiedziałam  nadal rozbawiona.
- Naprawdę, jeny bardzo przepraszam.
- Nic nie szkodzi, my się przyjaźnimy.- wyjaniłam
- Pasowalibyście do siebie.- dodała na koniec.
W sumie nigdy o tym nie myślałam.
- Myślałaś, że on jest moim chłopakiem?- spytałam jeszcze się zastanawiając.
- Tak wyglądaliście jak...- nie dokończyła - pójdę się umyć. Chcesz coś jeszcze z łazienki?
-Nie,jak narazie nie.
Kiedy Amy poszła się myć , ja ruszyłam nakarmić Mietka. Później wyciągnęłam go aby się pobawić z mym skarbem, lecz do pokoju wparował kot mojej współlokatorki. Wzrok skierował na Mietka znajdującego się w moich dłoniach , a jego oczy wyglądały  niczym dwa księżyce w pełni. Zaniepokoiłam się, więc schowałam Mietka z powrotem do klatki. Kot został wyproszony i od dziś niemile widziany w tym pokoju.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz