wtorek, 30 grudnia 2014

Rozalia: Nowości cz.1

Spuściłam głowę w dół. Łza spłynęła powoli po moim policzku. Pozwoliłam sobie na kilka minut przemyśleń , a pielęgniarka nadal stała obok mnie. "Czy ona chce mi coś jeszcze powiedzieć? " pomyślałam, i w tym samym czasie do moich uszu doszedł dźwięk.
-Dwojga osób czeka  przed salą, wpuścić ich?- Skinęłam twierdząco głową budząc w sobie nadzieje ,a może to było szczęście? W każdym razie przez to odrobinę lepiej się poczułam. Wyblakłe zielone drzwi powoli otwierały się przy tym cicho skrzypiąc.W nich ujrzałam  smukłą sylwetkę rudej dziewczyny - Amy, a za nią Lou. Poczułam jak na mojej twarzy maluje się uśmiech. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam w ich stronę.
-Jak się czujesz?- Zapytał Lou ściskając mą dłoń.
-hmm... w sumie to wszystko mnie boli i sama świadomość tego jest zarazem przykra i pocieszająca ,uczucia co do tego mam mieszane, ale tak poza tym to świetnie - odparłam posyłając ironiczny uśmiech ,a zarazem parsknęłam cicho śmiechem śmiejąc się sama z siebie.
-Nadal nie mogę uwierzyć jakie to szczęście ,że tu jesteś- Amy wtuliła się w moją szyję 
- W sumie mogło być gorzej.... - zapadła chwila ciszy , ale zaraz po tym zaczęliśmy śmiać się wspominając różne rzeczy i  wymieniając się nowościami. 
-A co z kempingem? dziećmi ? wszystko w porządku?- Przypomniałam sobie
-Tak , każde jest bezpieczne i ...
-Roza! - Krzyk przerwał Louisowi, szybko skierowałam głowę do drzwi ,ale zanim zdążyłam ktoś rzucił  mi się w ramiona.- Jak ja się ciesze ,że cie widzę - teraz ujrzałam rozpromienioną twarz Crisa. Ponownie uścisnęłam go bardzo mocno. 
-Dawno się nie widzieliśmy mam ci tyle do opowiedzenia- Tak zaczęła się  długa rozmowa miedzy mną ,Amy, Lou i Crisem.

wtorek, 2 grudnia 2014

Amy: Niemożliwe...

Biegłam przy łóżku szpitalnym, pchanym przez tłum lekarzy. Trzymałam rękę Rozalii,  tak samo mocno jak Louis. Jak ja mogłam pozwolić żeby do tego doszło!? Była taka bezbronna, bezsilna wobec tego okropnego żywiołu, jakim jest ogień. Czemu, czemu to musiało trafić akurat ją, a nie mnie? Już raz dostałam szanse czeku akurat teraz nie mogłeś dać jej Rozalii?!! ( Słowa skierowane do tego na górze )
Otworzyły się drzwi na salę operacyjną.
- Przykro mi nie mogą państwo wejść.-  powiedziała machinalnie pielęgniarka po czym zamknęła drzwi centralnie przede mną. Łzy spłynęły po moich policzkach. Zaczęłam krzyczeć i walić pięściami o szkło. nie obchodziło mnie, że wszyscy się na mnie gapią jak na obłąkaną. Miałam to głęboko gdzieś. Chciałam tylko móc ujrzeć moją Rozalię. Poczułam jak silne ramiona obracają mnie w przeciwną stronę i przyciągają do reszty ciała, powodując brak możliwości jakiegokolwiek ruchu z mojej strony. To był Louis, gładził mnie po włosach starając się mnie uspokoić. Wyrwałam ręce z uścisku i bez opamiętania zaczęłam walić pięściami w chłopaka, krzycząc w jego koszulkę.
- Wyżyj się.- szepnął mi do ucha
Zrobiłam jak powiedział, po kilku minutach "wyżywania się" opadłam z sił i tylko cicho szlochałam w materiał. Niebieskooki cały czas nie przestawał głaskać moje włosy co powoli mnie uspakajało. Czekaliśmy dwie godziny, pełne bólu i płaczu. (tego drugiego tylko z mojej strony) Nękane wcześniej przeze mnie drzwi się otworzyły a w nich stanął lekarz ściągający rękawiczki.
- Operacja się udała,niestety pacjentka miała tak poparzoną nogę, że nie mieliśmy wyboru, musieliśmy amputować.- Do moich oczu zebrały się kolejne łzy, nie wiem czy ze szczęścia czy ze smutku i rozpaczy.
















A przy okazji zapraszam do mojego bloga ze zdjęciami ;)
http://swiatzzaobiektywu.blogspot.com/