-Dwojga osób czeka przed salą, wpuścić ich?- Skinęłam twierdząco głową budząc w sobie nadzieje ,a może to było szczęście? W każdym razie przez to odrobinę lepiej się poczułam. Wyblakłe zielone drzwi powoli otwierały się przy tym cicho skrzypiąc.W nich ujrzałam smukłą sylwetkę rudej dziewczyny - Amy, a za nią Lou. Poczułam jak na mojej twarzy maluje się uśmiech. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam w ich stronę.
-Jak się czujesz?- Zapytał Lou ściskając mą dłoń.
-hmm... w sumie to wszystko mnie boli i sama świadomość tego jest zarazem przykra i pocieszająca ,uczucia co do tego mam mieszane, ale tak poza tym to świetnie - odparłam posyłając ironiczny uśmiech ,a zarazem parsknęłam cicho śmiechem śmiejąc się sama z siebie.
-Nadal nie mogę uwierzyć jakie to szczęście ,że tu jesteś- Amy wtuliła się w moją szyję
- W sumie mogło być gorzej.... - zapadła chwila ciszy , ale zaraz po tym zaczęliśmy śmiać się wspominając różne rzeczy i wymieniając się nowościami.
-A co z kempingem? dziećmi ? wszystko w porządku?- Przypomniałam sobie
-Tak , każde jest bezpieczne i ...
-Roza! - Krzyk przerwał Louisowi, szybko skierowałam głowę do drzwi ,ale zanim zdążyłam ktoś rzucił mi się w ramiona.- Jak ja się ciesze ,że cie widzę - teraz ujrzałam rozpromienioną twarz Crisa. Ponownie uścisnęłam go bardzo mocno.
-Dawno się nie widzieliśmy mam ci tyle do opowiedzenia- Tak zaczęła się długa rozmowa miedzy mną ,Amy, Lou i Crisem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz