czwartek, 25 września 2014

Mądre myśli

Życie jest jak ksążka - zaczyna się i kończy,
Ty pewnie lubisz te krótkie, ale sam chciałbyś napisac jak najdłuższą,
Jest jednak pewna różnica,
Kiedy czytasz książkę chcesz od razu znac zakończenie,
W życiu nigdy nie chcesz go poznac
                                                                                                                   -Marionetka

niedziela, 21 września 2014

Rozalia: Niespodzianka

-Przestań! Stop!- krzyczałam przez śmiech ,ale to nic nie zdziałało. Louis kontynuował łaskotanie przy tym sam się śmiejąc. Po długim czasie męczarnie w końcu ustały.
-Lepiej? - zapytał z tak samo chytrym uśmieszkiem jaki dostrzegłam na jego twarzy wcześniej.
-Wiesz co? Ty to jednak jesteś głupi - powiedziawszy to wtuliłam się w niego tak ,że usłyszałam głos jego serca.
W odpowiedzi Louis dodał tylko ''Wiem''. Po chwili zza jego pleców ujrzałam dwie sylwetki ludzi prowadzących konie. Chciałam już się spytac, czy przyjechali opiekunowie na następny turnus ,ale w momencie w którym miałam otworzyc usta i wydobyc z siebie dźwięk ujrzałam Amy ,która trzymała na uwięzi wręcz złotą klacz ,oraz kogoś zupełnie nowego. ,,Wiesz kto to jest?,, szepnęłam do Louisa. On odwrócił głowę i powiedział ,,Amy , nie pamiętasz?,, Odparł choc doskonale wiedział ,że chodzi mi o blondyna. Nie zdążyłam nic dodac , ponieważ obydwoje doszli do nas.
-Cześć Rozalia, to jest mój brat o którym ci już wcześniej wspominałam- twarz Amy rozpromieniała. Widać było ,że jego wizyta bardzo ją uszczęśliwiła.
-Miło mi -przywitałam się uściskając jego dłoń. Lou również się przywitał. - to jego konie?- zapytałam po chwili. Bywam bardzo ciekawska.
- Tylko jeden, drugi jest mój -na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-jak to?
-Podarował mi ją, nawet nie wiesz jak się cieszę!-odparła uradowana
-nie wiedziałam ,że umiesz jeździc - wstałam z hamaku
-Ja ją będę uczyc-  Hugo objął przyjacielsko Amy .
Następnie jeszcze chwilę rozmawialiśmy ,ale zaczęło robic się ciemno ,wiec razem z rudowłosą i jej bratem poszłam odprowadzic konie do stajni. Muszę przyznac , że sam fakt dostania konia z dnia na dzień jest pewnie dla niej bardo radosny ,ale dla mnie trochę dziwny. Pewnie jak na razie poza stajnią na terenie kempingu nie mają zarezerwowanej stajni ,a dochodzi do tego jeszcze chmara czasu , a poza wakacjami nie ma się go zbyt wiele. Mam nadzieję ,że ona sobie z tym poradzi. Szkoda by było oddac tak wspaniałą klacz.
                              

wtorek, 16 września 2014

Amy: Wróciłam

Leżałam pod ciepłą pierzyną z Sanbites'em i wsłuchiwałam się w bicie mojego serca. Dzisiejszy dzień był na prawdę dziwny, wliczając w to mój powrót do życia. Pamięć powoli wraca, przypominają mi się niektóre elementy takie jak zapoznanie się z Rozalią.
Przed oczami cały czas mam wizję szpitalnego pokoju i mnie leżącej na łóżku.
Zasnęłam z mętlikiem w głowie.
*Ranek*
Do moich uszu wdarł się świergot ptaków. Zerknęłam na zegarek, na ekraniku widniała godzina 7:03.
Przeciągnęłam się lekko i położyłam stopy na drewnianej podłodze. Podrapałam jeszce Sanbites'a za uchem i wstałam. Umyłam się, po czym założyłam zwiewną białą sukienkę w czarne wzorki. Włosy spięłam w luźnego koczka po czym wyszłam na boso, na zewnątrz.
Wciągnęłam duży haust powietrza tym samym rozpościerając szeroko ramiona. Słońce delikatnie muskało moją skórę. Ruszyłam w stronę migocącego w świetle dnia jeziora. Usiadłam na brzegu mocząc tym samym palce u stup. Nad błękitną taflą wody unosiła się szafirowa ważka, w powietrzu tańczyły jaskółki. Usłyszałam szelest za sobą, szybko się obróciłam. Moje serce zalała fala ciepła, przede mną stał Hugo trzymający w dłoni line na której końcu uwiązany był Zefir. ( koń Hugona )
Rzuciłam się na szyję brata i wtuliłam w jego ciepłe ramiona. Uniósł mnie i obrócił wokół własnej osi.
- J'ai raté.- szepnęłam mu na ucho.
- Ja za tobą też.- opuścił mnie na ziemie i uśmiechnął się szeroko, ujawniając przy tym swoje urocze dołeczki.
- Co tu robisz?- spytałam robiąc krok do tyłu aby lepiej przyjrzeć się bratu.
- Będę tu pracował. A w dodatku mam dla ciebie prezent.- wdrapał się na grzbiet Zefira i podał mi swoją dłoń. Wciągnął mnie na górę i ruszyliśmy w stronę lasu. Hugo nagle przyspieszył do galopu, więc musiałam złapać go w pasie. Zauważyłam tylko lekki uśmiech na jego twarzy. Po chwili ciągłego galopu zatrzymaliśmy się przed jakąś polanką, nie widziałam co na niej jest gdyż widoczność zasłoniła mi liściasta gałąź.
- Zamknij oczy- poprosił mnie- i nie podglądaj.
Posłusznie zamknęłam powieki i ruszyłam prowadzona przez Huga.
Zatrzymaliśmy się, poczułam ciepły oddech na twarzy. Otworzyłam szybko oczy i lekko odskoczyłam w tył.
Przede mną stał piękny koń Achał-Tekiński maści cramello. Rozdziawiłam szeroko buzie.
- Zamknij buzie bo ci mucha wleci i co w tedy?- Hugo zaśmiał się promiennie na co ja wykonałam polecenie.
- Piękny.- wydusiłam z siebie tylko jedno słowo.
- W końcu twój.- Wypowiedział z dumą w głosie. Obróciłam głowę w jego stronę i wypowiedziałam nieme "Co?". On tylko kiwnął głową. Moje ramiona znów wylądowały na jego szyi, ale tym razem nie z tęsknoty tylko z wyrazem podziękowania. Nie wieże, skąd on wytrzasnął TAKIEGO konia? Byłam przepełniona radością i szczęściem.

poniedziałek, 15 września 2014

Rozalia: Jeden uśmiech

Obudziłam się o 10:42. Dośc długo spałam, bo wczoraj nie mogłam  zasnąc. Dzisiejszy poranek był ciepły, słońce świeciło mocno już od samego rana. W moim domku nikogo prócz mnie nie było. Leniwie wstałam z łóżka, przeciągnęłam się i wyszłam na świeże powietrze jeszcze w piżamie ,aby się trochę rozbudzic. Następnie wzięłam szybki prysznic i ubrałam krótkie spodenki z wysokim stanem, oraz zwiewną niebieską koszulę bez rękawów. Nie chciałam siedziec w domku ,więc postanowiłam poszukac Scharon i  Amy. Pierwszą spotkałam blondynkę, która chyba się gdzieś śpieszyła.
-Gdzie biegniesz?- zapytałam podążając za nią
-Muszę nakarmic mojego konia, zapomniałam o tym - powiedziała rozdrażniona
-Masz swojego konia? Tutaj? Nic nie mówiłaś- Dodałam nadal towarzysząc jej boku.
-Wiem, chcesz mi pomóc? Może potem wybierzemy się gdzieś razem?- uśmiechnęła się do mnie
-Pewnie -odwzajemniłam uśmiech i dalej szliśmy w stronę stajenki.
Scharon dosyc szybko załatwiła sprawę , oczywiście nie obeszło się bez pieszczot i tym podobnych :3. Musiałam jednak uważac zważywszy ,że jest to ogier. Pojechaliśmy jej ,,szalonym autem,, (tak go nazywa Louis) do miasta. Urządziliśmy sobie kobiece zakupy ,ale zastanawiałam się co robi Amy? Ciekawe czy jest w ośrodku czy może gdzieś wyszła. Szczerze mówiąc trochę martwiłam się o nią. Wcześniej myślałam ,że jest z moją towarzyszką.  Z resztą , na pewno sobie poradzi. Muszę na chwilę przestac o niej myślec. Zakupy z Moją wsółlokatorką rozluźniły mnie. Przy okazji poznałam ja trochę lepiej. Jest Zabawna i szalona co mogłam już się wczesniej domyslic. W sumie prawie cały dzień mi przepadła na mieście.  Po powrocie do ośrodka spotkałam Louisa. Sharon poszła potrenowac ze swoim koniem. Przytuliłam go na powitanie i razem usiedliśmy na hamaku.
-Jak się czujesz po tym wszystkim?- zapytał czule patrząc mi w oczy.
-Niby dobrze ,ale tak naprawdę jestem cała rozsypana- odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Wyobrażam sobie jak musisz się czuc- dodał
-Musze z kimś o tym porozmawiac. Poradzic się , zapytac- Louis uniósł wzrok  i odparł - Może spotkasz się z Crisem, dawno się nie widzieliście- Uśmiech nie schodził mu z twarzy , najwyraźniej chciał mnie rozweselic.
-To prawda- nic więcej nie dodałam
-Ej, księżniczko rozchmurz się , chcę tu zobaczy rozpromienione oczy i twój uroczy uśmiech - Powiedział i szturchnął mnie lekko w ramię. Czułam ,że się rumienie .-Zaniemówiłaś czy co?- dodał po chwili ze śmiechem.
-Nie, po prostu nie mam ochoty mówic- mówiąc to zauważyłam ,żę na jego twarzy rysuje się przebiegły uśmieszek.
-Ach tak? Ciekawe czy będziesz miała ochotę się smiac -usłyszałam ,a Lou zaczął mnie łaskotac bezlitośnie.

                                                   

środa, 3 września 2014

Rozalia: Krótkie spostrzeżenia ...

-Jak To? Nie pamiętasz? No cóż , z czasem sobie przypomnisz ,więc nic nie będziemy zaczyna od nowa - powiedziałam i zaciągnęłam ja do auta w którym czekał na nas Louis. Byłam przepełniona szczęściem, wszystkie najgorsze sny nagle rozpłynęły się w powietrzu niczym śpiew ptaków.
-To gdzie jedziemy?- zapytał Lou uśmiechając się
-Na kemping - odparłam uradowana i cmoknęłam go w policzek.
-Przepraszam ,ale ja was kompletnie nie znam , nie mogę z wami pojechac- usłyszałam z tylnego siedzenia. Amy była najwyraźniej przejęta.
-Kochana moja , możesz , nie bój się. Jesteśmy przyjaciółkami. Pojedziesz z nami nad jezioro , tam odprężysz się i przypomnisz wszystko- uśmiechnęłam się szeroko ,a ona odwzajemniła uśmiech.Wiem ,że prędzej czy później będzie znów jak dawniej. Teraz byłam taka radosna ,że nie przejmowałam się tym czy ona  mnie pamięta, cieszyłam się ,że oddycha, chodzi i po prostu żyje. W czasie drogi Amy zadawała głupie pytania typu gdzie jesteśmy ?, czy ma zwierzaki?, czy ma rodzinę?, kiedy są jej urodziny? Co to jest kaczka? itd. Kiedy w końcu dotarliśmy ,podziękowałam Louisowi i Zaprowadziłam,, nowo narodzoną,, do domku. Tam zastałam Sharon ,która oczywiście zadawała miliony pytań. Nie denerwowało mnie to ani trochę ,przynajmniej mieliśmy temat do rozmów. Oprowadziliśmy Amy po ośrodku i  zapoznaliśmy z innymi. Dzień niestety skończył się szybko. Po ognisku wszyscy zasnęli. Tylko ja męczyłam się z wszystkimi myślami ,które atakowały mój umysł. Tyle się wydarzyło przez ten czas. Tak właściwie nie wiedziałam co o tym wszystkim myślec. Tyle zdarzeń przepełniało te dni. Staram się zachowywac jakby wszystko było w porządku ,ale tak naprawdę przerastało mnie to. Nie do końca jestem pewna co robic. Niedługo będę musiała opóścic to miejsce ,a ja wcale nie chcę zostawiac Sharon i Louisa. Jeśli już nigdy się nie zobaczę? Sama nie wiem....

                                                                                                                          
                                                                                                                                    CDN