wtorek, 16 września 2014

Amy: Wróciłam

Leżałam pod ciepłą pierzyną z Sanbites'em i wsłuchiwałam się w bicie mojego serca. Dzisiejszy dzień był na prawdę dziwny, wliczając w to mój powrót do życia. Pamięć powoli wraca, przypominają mi się niektóre elementy takie jak zapoznanie się z Rozalią.
Przed oczami cały czas mam wizję szpitalnego pokoju i mnie leżącej na łóżku.
Zasnęłam z mętlikiem w głowie.
*Ranek*
Do moich uszu wdarł się świergot ptaków. Zerknęłam na zegarek, na ekraniku widniała godzina 7:03.
Przeciągnęłam się lekko i położyłam stopy na drewnianej podłodze. Podrapałam jeszce Sanbites'a za uchem i wstałam. Umyłam się, po czym założyłam zwiewną białą sukienkę w czarne wzorki. Włosy spięłam w luźnego koczka po czym wyszłam na boso, na zewnątrz.
Wciągnęłam duży haust powietrza tym samym rozpościerając szeroko ramiona. Słońce delikatnie muskało moją skórę. Ruszyłam w stronę migocącego w świetle dnia jeziora. Usiadłam na brzegu mocząc tym samym palce u stup. Nad błękitną taflą wody unosiła się szafirowa ważka, w powietrzu tańczyły jaskółki. Usłyszałam szelest za sobą, szybko się obróciłam. Moje serce zalała fala ciepła, przede mną stał Hugo trzymający w dłoni line na której końcu uwiązany był Zefir. ( koń Hugona )
Rzuciłam się na szyję brata i wtuliłam w jego ciepłe ramiona. Uniósł mnie i obrócił wokół własnej osi.
- J'ai raté.- szepnęłam mu na ucho.
- Ja za tobą też.- opuścił mnie na ziemie i uśmiechnął się szeroko, ujawniając przy tym swoje urocze dołeczki.
- Co tu robisz?- spytałam robiąc krok do tyłu aby lepiej przyjrzeć się bratu.
- Będę tu pracował. A w dodatku mam dla ciebie prezent.- wdrapał się na grzbiet Zefira i podał mi swoją dłoń. Wciągnął mnie na górę i ruszyliśmy w stronę lasu. Hugo nagle przyspieszył do galopu, więc musiałam złapać go w pasie. Zauważyłam tylko lekki uśmiech na jego twarzy. Po chwili ciągłego galopu zatrzymaliśmy się przed jakąś polanką, nie widziałam co na niej jest gdyż widoczność zasłoniła mi liściasta gałąź.
- Zamknij oczy- poprosił mnie- i nie podglądaj.
Posłusznie zamknęłam powieki i ruszyłam prowadzona przez Huga.
Zatrzymaliśmy się, poczułam ciepły oddech na twarzy. Otworzyłam szybko oczy i lekko odskoczyłam w tył.
Przede mną stał piękny koń Achał-Tekiński maści cramello. Rozdziawiłam szeroko buzie.
- Zamknij buzie bo ci mucha wleci i co w tedy?- Hugo zaśmiał się promiennie na co ja wykonałam polecenie.
- Piękny.- wydusiłam z siebie tylko jedno słowo.
- W końcu twój.- Wypowiedział z dumą w głosie. Obróciłam głowę w jego stronę i wypowiedziałam nieme "Co?". On tylko kiwnął głową. Moje ramiona znów wylądowały na jego szyi, ale tym razem nie z tęsknoty tylko z wyrazem podziękowania. Nie wieże, skąd on wytrzasnął TAKIEGO konia? Byłam przepełniona radością i szczęściem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz