Nawet nie wiem kiedy Mickael, Cris i Rozalia gdzieś zniknęli. Zostałam tylko ja i Dastin, sam na sam.
- Więc zostaliśmy sami?- spytałam patrząc się na swoje stopy, jak by się świeciły.
- Na to wygląda, nawet nie zauważyłem kiedy się rozdzieliliśmy.- spojrzałam prosto w jego oczy, czułam się jak bym nurkowała coraz głębiej w odmętach jego spojrzenia. Otrząsnęłam się.
- Opowiedz coś o sobie..- zaproponowałam.
- Więc zacznę od podstaw.- uśmiechnął się- Mam dwoje rodzeństwa, Paolo i Margherita moi rodzice nazywają się Francesca i Clement. Mieszkam w małej wiosce na skraju Włoch. Urodziłem się w Weronie ale wychowywałem w Rzymie. Moje życie jest mało interesujące więc niepotrzebnie będę opowiadał ci dalej.- szturchnął mnie lekko w bok i uśmiechnął się.
- Na pewno jest bardzo interesująca. - Rozejrzałam się w około. Znajdowaliśmy się w jakimś opustoszałym pomieszczeniu. Dopiero teraz zauważyłam że pokój nie był oświetlony a figur w ogóle nie było.
- Gdzie my jesteśmy? Trochę tu ciemno.- tak na prawdę nic nie widziałam nawet Dastina. Potknęłam się o coś i wywaliłam. Usłyszałam że coś jeszcze oprócz mnie się wywróciło. Żołądek podleciał mi do gardła. Zaczęłam się denerwować, nigdzie nie słyszałam Dastina a sama nie widziałam gdzie jestem. Strach sparaliżował mnie kompletnie.
- Dastin?! Gdzie jesteś?- krzyknęła, ale żadna odpowiedź nie padła.- Jeśli robisz sobie ze mnie żarty to przestań bo zaczynam się bać.- wymacałam coś miękkiego.- Och Dastin to ty.- odetchnęłam z ulgą. Przypomniało mi się że w torebce mam telefon, więc wyjęłam go i poświeciłam w stronę Dastnia. Krzyknęłam przerażona i odskoczyłam. Tam nie leżał Dastin tylko trup! Nagle światło się zapaliło a z kąta wyszedł Dastin.
- Sorry musiałem, szkoda że nie widziałaś swojej miny.- Mój towarzysz kilił się ze śmiechu. Byłam oburzona.
- Jak mogłeś, mogłam dostać zawału i co wtedy. Miał byś mnie na sumieniu i już nigdy nie przestr....- pocałował mnie. Zamknęłam oczy i odprężyłam się. Zapomniałam o wszystkim, o tym że jesteśmy w muzeum, o co robię i o wszystkim co mnie dręczy. Nasze usta się rozdzieliły, i nagle wszystko wróciło.
- Cco, to było?- spytałam zdezorientowana.
- Za dużo gadasz.- uśmiechnął się, a nasze spojrzenia się złączyły. Nie wierzyłam w to co się właśnie stało, przecież znamy się zaledwie jeden dzień, a on mnie już całuje. W sumie nie przeszkadza mi to ale... niema żadnego ale nie mam co się oszukiwać. Od samego początku coś do niego czułam.
- Może pora już wracać?- zmieniłam temat, uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy.
- Przepraszam, myślałem że.... znalazłem tą jedyną. Od kiedy cię poznałem coś we mnie zadrgało- wydawało mi się że czyta w moich myślach.
- To było nawet przyjemne. Nie masz za co przepraszać. A z koro jest pora zwierzeń muszę przyznać że też coś do ciebie poczułam. Ale byłam pewna że masz dziewczynę.
- Ja dziewczynę? Nie, jestem wybredny.- zaśmiał się.
- Mam to uznać za komplement?
- A jak myślisz? No jasne! Wiem że znamy się dopiero od wczoraj ale jestem w gorącej wodzie kompany. Więc powiem wprost. Czy chcesz być moją dziewczyną?- nastała krępująca cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć.. jakiś koleś mnie nastraszyła i teraz chce żebym była jego dziewczyną, co ja mam robić. Po dłuższej chwili namysłu odpowiedziałam.
- Emm nie jestem pewna czy dobrze robię ale TAK! Tylko powiedz mi szczerze.
- Śmiało wal.
- Nie jesteś jakim psychopatą który wyrywa każdą dziewczynę a później ją zabija, co nie?- uśmiechnęłam się leko.
- A czy na niego wyglądam? To oczywiste że nie!- ścisnął moją rękę i wyszliśmy. Po krótkiej chwili błąkania pośród różnych gwiazd i robienia sobie z nimi zdjęć, Wyszliśmy z muzeum i poszliśmy do parku. Usłyszałam z=dzwonek mojego telefonu. To była Rozalia.
- Hej Amy , gdzie jesteście?
- Poszliśmy się przejść nie czekajcie na nas- powiedziałam szybko i odłączyłam się.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz