środa, 20 sierpnia 2014

Amy: Jutro nadejdzie nigdy...

Dustin wyszedł z Rozalią więc zostałam sama. Mimo to, że byłam tu już od samego rana, nie miałam jeszcze okazji aby dobrze przyjrzeć się sali w której mnie umieścili. Mój wzrok w pierwszej kolejności wylądował na ścianie centralnie przede mną. Była ona w kolorze miętowym, ale było widać, że musieli ją wiele razy podmalowywać. Wisiało tam kilka zdjęć sławnych postaci, np. Elvis Presley czy Merlin Monroe. Nie martwcie się ja też nie wiem czemu na sali szpitalnej wiszą zdjęcia jakiś sław, może lekarz po prostu lubi takie klimaty? Nie wiem XD
W prawym rogu tuz pod oknem stał wysiedzony i trochę zniszczony beżowy fotel, na którym leżał miś z napisem "I <3 U" który dostałam od Dastina. ( Tag BARDZO ORYGINALNIE) Pod tą samą ścianą na której wisiał Elvis stała małą komoda na której widniało kilka bukietów zwiędniętych kwiatów. Myślałam teraz o moich zwierzakach. Czy Sunbites już wstał czy może smacznie chrapie z pyszczkiem w swoim jedzeniu. ( Takiego go zastałam kiedy widziałam go ostatnio) Czy może Romeo i Julia zjadły już całą karmę czy może chasają po moim mruczku. A, a może Lucky właśnie pije wodę z klozetu i śpi na kanapie? (czego oczywiście mu nie wolno ) Poczułam kolejną fale bólu, tym razem mocniejszą niż poprzednie. Opadłam z cichym grzmotnięciem na miękki materac i zacisnęłam szczęki. Usłyszałam że ktoś szybko podąża w stronę mojego pokoju. Nagle drzwi się otworzyły a w progu stanął.....
Doktor Ryszard Lizakowski, z kubkiem kawy w ręku.
- Widziałem że coś się dzieje więc szybko przybiegłem!- powiedział bohatersko Dr. Rysiu.
- A z kąt pan o tym wiedział?- spytałam podejrzliwie, wlepiając wzrok w jego OLBRZYMIĄ monobrew i zdusiłam śmiech
- Kamery.- odpowiedział.- Może kawy?- spytał doktor podsuwając mi kubek.
- Nie, dziękuję.- spojrzałam w coś, co pływało w odmętach ciemnego napitku, a dokładnie w papierosa.
- Nie to nie.- mruknął pod wąsem i usiadł na fotelu plamiąc przy tym mojego misia. Usłyszałam odgłos pęknięcia.
- Oh, zupełnie zapomniałem...- powiedział wyciągając z tyłu swojego ubrania zgniecione pudełko.- Może kotleta? Jeszcze ciepły. Na pewno nie wystygł.- spojrzałam zniesmaczona na zdemolowany kawałek mięsa i krzyknęłam bez kontroli. To była kolejna fala ostrego bólu. Lekarz krzyknął tak głośno że omało uszy mi nie odpadły.
- SIOSTRO!!! SZYBKO NA SALĘ!!! Z pacjentką Amy jest coś nie tak!!!- nie wiedziałam po co on tak wrzeszczał ale to był mój najmniejszy problem. Nagle do sali wparowało kilka pielęgniarek które złapały za moje łóżko i wybiegły razem ze mną na korytarz. Ujrzałam jeszcze jak przez drzwi wejściowe wchodzi Dustin, otwiera szeroko oczy i biegnie w moją stronę. Poczułam jego ciepły dotyk na moim nadgarstku.
- Dustin? Co mi się dzieje Gdzie mnie wiozą? Nie zostawiaj mnie!- krzyknęłam, ale drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Moje łóżko postawili przy rogu sali. Jasne światło oślepiło mnie... nastała cisza... ciemność pochłonęła wszystko...











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz