- Zostań tu na te parę dni ,może jutro uda nam się dodzwonic. Osobiście przygotuję tobie domek i nie martw się , tutaj zapomnisz o wszystkim co cie dręczy- powiedział Louis.
Pokiwałam głową, próbowałam ukryc smutek ,ale to chyba ponad moje możliwości. Usłyszałam jeszcze ,iż Cris ma przywieźc moje rzeczy. ,, Zaprowadzę cię,, powiedzial Louis. Na dworze było ciepło. Fioletowe niebo i zachód słońca dekorowały to miejsce ,a przyjemny szum drzew trochę mnie odprężył. Doszliśmy do najprawdopodobniej mojego domku ,który niczym nie różnił się od domku Louisa. Z resztą stało tu jeszcze około 10 takich. Przy domkach znajdowało się również niewielkie jezioro. Muszę przyznac wyglądało tu naprawdę ładnie. Na prawo pomiędzy drzewami wisiał rozwieszony hamak ,a 20 metrów od tego miejsca ognisko. Dawno nie byłam na takim biwaku. Teraz te wszystkie miłe wspomnienia wracają.
-Naprawdę dziękuję za to jest tu cudownie, ale czy organizatorzy nie będą źli?- zwróciłam się do Louisa
-Nie martw się załatwię to , a ty nie zapomnij przyjśc dziś na ognisko za pół godziny- spojrzał na mnie i ruszył.
Dlaczego właśnie ten prawie zupełnie mi nie znany chłopak powoduje ,że na mojej twarzy maluje się uśmiech? Sama nie wiem , coś w nim takiego jest . Weszłam do domku , rozejrzałam się i całe beztroskie dzieciństwo przeszło mi przed oczyma. dokładnie pamiętam te okolice , teraz już wszystko mi się przypomniało. Pamiętam kiedy jedynastoletnia Rozalia biegała po ściółce leśnej razem z swoimi przyjaciółmi. Siedziała do późna i opowiadała horrory znajomym z domku i wykręcała psikusy opiekunom. Dlaczego to już nigdy nie wróci? Teraz dzieje się to co ma się dziac i może te lata kiedyś tez będę wspominac... Zanim się obejrzałam nadeszła pora ogniska. Ubrałam bluzę i ruszyłam w stronę pomarańczowo żółtego płomienia. Siedziało tam już sporo dzieci , które kierowały swój wzrok na mnie i pewnie szeptały ,, Kto to taki ?,, Wypatrywałam wzrokiem Louisa. Siedział na kłodzie , więc zajęłam miejsce obok niego. Inni z kadry przywitali mnie z radością. Nadeszła pora na horror ,który opowiadała jedna z opiekunek.-Nie bój się jakby co to ja cie obronie przed duchami -szepnął Louis lekko się śmiejąc
-Nie jestem pewna czy to przypadkiem ja nie będę musiała cię chronic- zaśmiałam się również
Oparłam głowę na jego ramieniu i wsłuchałam się w każde słowo. Po zakończeniu ogniska każde dziecko poszło do łóżka.
-Ja też już pójdę , dobranoc- zwróciłam się do mojego towarzysza
-Dobranoc, spotkamy się jutro- puścił mi oczko i poszedł
Byłam już zmęczona, zdawło mi się jakby moje powieki ważyły tony.nie zdążyłam nawet się umyc , od razu padłam na łóżko.Pogrążyłam się w głębokim śnie i odpoczęłam od wszelkich zmartwień.
,,Chyba już pora wstac,, pomyślałam. nie chciałam tracic ani chwili. ,,Ciekawe co się dzisiaj wydarzy,, przeszła mi przez głowę kolejna myśl. Wzięłam prysznic ,ubrałam się i wyszłam na dwór.
Ujrzałam pełno dzieciaków uczących się nowych rzeczy. Szłam powoli przeszukując wzrokiem całą okolicę. W końcu wzrok ustał na Louisie ,jego grupa uczyła się budowac szałas.
-Dopiero wstałaś?-zapytał
-Tak , wiem późno ,ale lepiej późno niż wcale
-Zawsze znajdzie się jakaś wymówka- uśmiechnął się
-Co będziesz dzisiaj robił?-skierowałam pytanie do niego wpatrując się w szałasy
-Wiele rzeczy, nie wiem czy dam radę , może będziesz tak chojna i zechcesz mi pomóc?-zażartował
-Ależ naturalnie, sprawi mi to wielką przyjemnośc panie ... haha
Chwilę rozmawialiśmy ,aż zaczęły podchodzic do nas dzieci i zawiadamiac o skończonej pracy.
- Chodź ocenimy je razem - uśmiechnął się i ruszyliśmy. Po szałasach była orientacja w terenie ,a następnie sjesta. Postanowiłam zadzwonic do Amy. Usłyszałam sygnał ,,oby odebrała,, myślałam. Po chwili usłyszałam głos.
- Amy , jak ja się cieszę ,że...- ktoś mi przerwał
-Z tej strony Dustin. Amy nie może odebrac -usłyszałam w słuchawce
-Jak to ? coś się stało? Czy możesz mi ją podac do telefonu?
-Nie ma siły rozmawiac ,lepiej żebym ci tego nie mówił przez telefon- to brzmiało źle, to było już chyba jasne ,że stało się coś poważnego
-Możemy się spodkac? Proszę , chcę wiedziec co się stało
-Dobrze , przyjadę za 30 min , Cris mi mówił gdzie jesteś
-Dziękuję , przyjedź jak najszybciej- odłączyłam się i wyszłam przed domek. Wiał lekki ,przyjemny wiatr. Niebo bezchmurne i błękitne zamknęłam oczy i rozmarzyłam się , próbowałam choc na chwilę zapomiec o tym co mnie za chwilę czekało ... W końcu przyszedł Dustin.
- Co się stało, powiedz!
- Amy leży w szpitalu. Dostała zapalania płuc.- Dastin wydawał się byc wściekły ale mówił to wszystko z ogromną troską. Najwyraźniej martwił się o Amy.
- Co?! Jak to? Wyzdrowieje?
- To się okaże... A wiesz przez kogo to się stało?- teraz na jego twarzy pojawił się grymas wściekłości.
- Nie, powiedz.
- Chcesz wiedziec? To lepiej usiądź bo to przez CIEBIE!!! Amy spała w deszczu w parku przez całą noc. Podarła swoją ulubioną sukienkę aby ogrzac zwierzęta więc masz ogromne szczęście że nie poumierały z głodu i zimna!!!-
- Ja, ja nie wiedziałam. Przepraszam...
- No miałaś prawo nie wiedziec w końcu to nawet nie zauważyłaś jak wybiegła. A no tak, nie przepraszaj mnie tylko Amy, to ona leży teraz w szpitalu i walczy o chociaż odrobinę siły na to żeby się odezwac!
-Przestań! Nie obwiniaj mnie za to!- poddenerwowałam się ,ale nie chciałam się kłucic- Ja nie kazałam jej opuszczac mojego domu , a teraz zawieź mnie do tego szpitala , już- postanowiłam i wpakowałam się do auta. Nawet nie zdążyłam zabrac torebki. Siedziałam nie odzywając się , już myślałam ,że wszystko jest w porządku jednak myliłam się.
Dustin zaprowadził mnie do sali nr. 5. Tam na łóżku leżała Amy ,nie spała, czytała książkę .
-Amy ,tak się ciesze,że cię widzę- podbiegłam do niej i usiadłam na skraju łóżka
-Rozalia? Przepraszam cię za wszystko, rozumiem ,że to twoje mieszkanie i -przerwałam je
- To ja przepraszam , nie powinnam się tak denerwowac , nie wiem co mnie poniosło... Później nie mogłam sobie tego wybaczyc. Możesz do mnie wrócic, bardzo bym tego chciała ,ale zrozumiem jak odmówisz.
-Żartujesz sobie? Z chęcią wrócę- uśmiechnęła się i spojrzała na mnie przyjacielskim wzrokiem . Brakowało mi tego
-Kochana, jak ja się cieszę , wyzdrowiej szybko. Jak się czujesz?- zapytałam uradowana
-Dobrze ,ale cały czas boli mnie głowa ,a co z tobą? Nie było cię w domu- odparła
-Musiałam trochę odpocząc ,więc Cris zabrał mnie do takiego jednego miejsca. Jak wyzdrowiejesz też cię tam zabiorę .Mam zostac dłużej czy chcesz odpocząc?
-Odpocznę trochę ,ale możesz wpaśc jurto -powiedziała Amy i położyła się
Wyszłam z szpitala ,Dustin odwiózł mnie na kemping . Po drodze nie odzywał się ani słowem, chyba nadal jest na mnie obrażony.
-Rozumiem już, rozumiem twoja przyjaciółka jest chora ,ale czemu nie odzywasz się do mnie?- nie wytrzymałam ciszy i zapytałam Dustina.
-To już nie jest moja przyjaciółka, jesteśmy parą. Nie wiedziałaś o tym?- zawiadomił ,a ja trachę się zdziwiłam
-Naprawdę? nie wiedziałam ,ale gratuluję wam -powiedziałam - ale..
-Co ale?
-Czy wy przypadkiem nie znacie się dwa dni?
-Tak , wiem ,ale jakoś tak wyszło -rozweselił się
W końcu wysiadłam. Było po południu , lekki wietrzyk wiał mi w twarz, ujrzałam Louisa bawiącego się z dziecmi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz