środa, 20 sierpnia 2014

Rozalia: Miłe zaszkodzenie

Szybko wróciłam do siebie i czekałam, aż nadejdzie północ. Tym razem nie mogłam się spóźnić, byłam strasznie ciekawa poco Louis chce mnie tam zaciągnąć?Kiedy doszła 23:53wyszłam,niebo było ciemne, ale gwiazdy rzucały blask, co powodowało, iż wszystko było widać.Wiatru prawie nie było, tylko od czasu do czasu czułam przyjemny chłód na twarzy. Przy jeziorze jeszcze nikogo nie zastałam do 24:00 zostałoo jeszcze 5 min. W tym czasie podziwiałam gwieździste niebo. Pochwili nastała ciemność, coś zasłoniło moje oczy, jak się okazało to to były dłonie Louisa.
-Zgadnij kto to?- powiedział cicho
-Co ode mnie chciałeś -zapytałam zdejmując ręce Louisa z twarzy.
-Chciałem ci podziękować i powiedzieć, że jesteś najsłodszą dziewczyną jaką znam -uśmiechnął się i popatrzył głęboko w moje oczy.
Ściągnąłeś mnie tu o północy, żeby powiedzieć tą jedną rzecz?- sprawiałam wrażenie poddenerwowanej
-Teoretycznie tak-powiedział Lou i spóścił wzrok
-Jesteś głupi...-powiedziałam z żartem a on odwrócił się i chyba miał zamiar iść, ale ja zatrzymałam go łapiąc za rękę.
-To najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała- powiedziałam i wtuliłam się w jego ramiona. Louis również mnie objął. Następnie zwróciłam się do niego.
-Wiesz, że teraz nie zasnę- powiedziałam z lekkim żartem.
-Będę musiał to jakoś przeżyć- zaśmiał się.
-Koniecznie musisz poznać Amy, ostatnio dowiedziałam się, że ma chłopaka.
-A jak ona się czuje?
-Jutro, a raczej dzisiaj do niej zadzwonię.- postanowiłam
-Mogę cię dzisiaj do niej zawieść skoro już o tym mowa- zaproponował.
Naprawdę? To świetny pomysł, dziękuję.
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, aż w końcu pożegnaliśmy się i padliśmy na swoje łóżka.
Obudziłam się dość wczesnym rankiem, wyszłam na zewnątrz aby zażyć świeżego powietrza i rozprostować kości. Ujrzałam chłopaka, a przynajmniej tak mi się wydawało, który siedział na schodkach. ,,To pewnie Louis,, pomyślałam i podeszłam do niego. Nie usiadłam obok, bo usłyszałam piosenkę.

                                                         Lubię kanapki z serem
                                                    Może nie jetsem bohaterem
                                                      Ale cię uratuję i gorąco
                                                     Pocałuję bo słodko słodka
                                                             jesteś ojoijooj.....
To raczej nie był głos Louisa, a raczej ośmieliłabym się powiedzieć, że właśnie pijany mężczyzna urządził sobie koncert na moim tarasie. Zastanawiałam się co zrobić, przecież ten facet toruje mi wyjście. Postanowiłam pozostać w domu i poczekać, aż reszta obudzi się. Pomoc przyszła prędzej niż myślałam.,,Czesław, zostaw mnie w końcu w spokoju, bo wezwę policję! Chodziliśmy ze sobą w przedszkolu!,, usłyszałam zza okna. Czym prędzej wyszłam, aby zobaczyć kto postanowił przegonić niechcianego gościa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz