-Dzięki wielkie, myślałam ,że niegdy sobie nie pójdzie- powiedziałam do dziewczyny.
-Żaden problem, mam na imię Sharon i wygląda na to, że będziemy razem w domku- odparła szeroko się uśmiechając.
Naprawdę, miło mi ja jestem Rozalia. Śmiało wchodź- przedstawiłam się i pomogłam jej wnieśc ogromne walizki do pomieszczenia.
- A czy ty nie powinnaś byc na zbiórce skoro jesteś opiekunką?-zapytałam
-Ja dopiero będę na drugim turnusie, więc mamy sporo czasu. Znasz tu już kogoś?>- powiadomiła i zapytała mnie otwierając walizkę i wyciągając z niej miliony ubrań.
-Kojarzę pare osób i bardziej znam Louisa, to kolega mojego przyjaciela
-Aha, jaką grupą się opiekujesz?
-Ja nie jestem z kadry- odpowiedziałam i spojrzałam na telefon. 1 połączenie nieodebrane od szpitala. Zlękłam się.
-To jak tu się znalazłaś?- dopytywała Sharon, ale ja zajmowałam się telefonem. Dzwoniłam do szpitala, ale linia była zajęta. Musiałam dowiedziec się o co chodzi. Przypomniałam sobie o propozycji Louisa. Czymprędzej wybiegłam z domku co musiało zdziwic Sharon i pobiegłam na polankę. Na soczystej trawie zastałam dzieci bawiące się w zabawy integracyjne. Podbiegłam do niego i zapytałam.
- Wiem ,że to nie jest odpowiedni moment ,ale-przerwałam aby złapac oddech- Proszę, zawieziesz mnie do szpitala? To pilne
Lou spojrzał na mnie niedowierzanie. Wykonał telefon i zabraliśmy się do auta. Po pewnym czasie dotarliśmy na miejsce.
-Dzień dobry, chciałabym się spodkac z Amy Santori- powiedziałam do lekarza, który opóścił swój wzrok na kartkę. Czekałam w milczeniu na odpowiedź.
-Pani nic nie wie?- odparł, Lekarz spoważniał.
-Nie rozumiem- powiedziałam spoglądając na Louisa strachliwym wzrokiem.
-Amy Santori niestety umarła wczoraj wieczorem- zamarłam, te słowa były jak cios w moje bezbronne serce.
-Słucham? Nie to na pewno jaki błąd , może przeliterowac nazwisko?- nie dowierzałam w to co przed chwilą usłyszałam.
Wiem ,że to dla pani trudne- przerwał, ale ja chciałam przyjśc do jej sali i zobaczyc tą wartościową dziewczynę całą i zdrową, uśmiechającą się i mówiącą, że czuje się świetnie. Jeszcze nigdy nie czułam złości ,strachu, bólu i rozpaczy na raz. To wszystko we mnie narastało. Teraz to co było w okół zupełnie się nie liczyło. Znałam tą osobę tydzień, a zdarzyło się tyle rzeczy ,że teraz poczułam jakbym skończyła swój żywot razem z nią. Może to dlatego,że od dłuższego czasu nie spotykałam się z rodziną mieszkającą na drugim końcu świata. Mam wielu przyjaciół w tym Crisa, lecz ona była jak siostra, mieszkaliśmy razem. ,,Chce pani dowiedziec się więcej?,, usłyszałam głos lekarza, który przemykał przez wszystkie moje myśli.Louisa odpowiedział za mnie, ponieważ dalej byłam w szoku. Moje emocje, nerwy nie wytrzymały zaczęłam płakac. Płakałam i krzyczałam jak najgłośniej, kiedy wyszliśmy z budynku. Chciałam wyładowac z siebie coś czego nie sposób było ignorowac. ,,Przestań,, myślałam, ale to powodowało jeszcze większą chęc szlochania. Lou stanął naprzeciwko. Otarł mi łzy i powiedział.
-Krzycz głośniej, płacz więcej, złośc się do czerwieni, aż w końcu przestanie bolec. Niech usłyszy cię cały świat, łącznie z nią.-przytulił mnie. Mogłam mu się wypłakac na ramieniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz