niedziela, 10 sierpnia 2014

Amy: Opuszczona

Wracałam powoli do mieszkania Rozalii, lekki popołudniowy wietrzyk mierzwił moje włosy. Zamknęłam oczy byłam bardzo szczęśliwa, nic nie mogło zepsuć tego dnia. A jednak myliłam się.
- Gdzie tak długo byliście?- ledwo co wstąpiłam za próg, a już zostałam zapytana. To była Rozalia, najwyraźniej była troszkę poddenerwowana.
- Wiem, wiem dużo się wydarzyło i trochę się przedłużyło. Zobacz kogo ja tu mam - Podeszłam do niej i rozchyliłam torbę.
- One są naprawdę uroczę, szkoda, że będziesz musiała je oddać- spoważniałam, nie miałam bladego pojęcia o co jej chodzi.
- Ale jak to?
- Chyba nie miałaś zamiaru ich zatrzymać?
- Miałam, właśnie taki miałam zamiar.- Byłam coraz bardziej zdenerwowana, Cris obserwował wszystko w milczeniu.
- Amy, nie mogę mieć w domu 3 kotów, szczura i psa. Niedługo to mieszkanie zamieni się w schronisko dla zwierząt! Kocham zwierzęta, ale mój dom nie pomieści aż tak dużej ich ilości i nie mam zamiaru całe dnie pilnować czy przypadkiem twoje koty nie pożarły mojego szczura !
- Ale nie mogę ich po prostu porzucić na ulicę!- byłam wkurzona
- No oczywiście, że nie. Oddasz je do schroniska albo znajdziesz kogoś, kto je przygarnie. Nie ma innej możliwości !
- Do schroniska?- O nie teraz przeszła wszystkie moje granice. Co ona sobie wyobraża, myślałam że się przyjaźnimy a tu co? Momentalnie straciłam nad sobą kontrolę- Żartujesz sobie?!
- A co w tym śmiesznego? Czy wyglądam jak bym żartowała?
- Dziewczyny, spokojnie uspokójcie się. Krzyczycie tak głośno, że zaraz zbierze się tu całe osiedle-Odezwał się Cristiano który całą akcję obserwował w milczeniu.
- Masz racje może rzeczywiście mnie poniosło- Lekko się uspokoiła, ale ja byłam cały czas zdenerwowana - Ale nie bez powodu, to oburzające, już i tak pozwoliłam tobie zamieszkać u mnie, mogłam zostawić cię bez noclegu, a ty tego nie doceniasz!- Tego już za wiele, nie doceniam? Cały czas nie wierzyłam że tacy uprzejmi, dobroduszni, wspaniali ludzie w ogóle istnieją na tym szarym świecie
- Dziękuję bardzo, teraz już masz mnie z głowy skoro ci tak przeszkadzam, WYPROWADZAM SIĘ!- postanowiłąm, nie czekając na odpowiedz zawołałam moje zwierzaki i już chciałam otwierać drzwi
-Dziewczyny!- krzyknął oburzony Cris- Co wy wygadujecie? Może załatwimy to jak dorośli i pogadamy......- więcej nic nie usłyszałam bo wybiegłam z domu Na szczęście moja torba była bardzo pojemna, więc włożyłam do niej Sanabitsa. Lacky biegł obok mnie. Nie wytrzymałam z moich oczu polał się strumień gorzkich łez. Po ciągłym biegu zaczęły boleć mnie nogi. W końcu się zatrzymałam w jakimś parku i przysiadłam na trawie. Nie wiem gdzie byłam ani która była godzina. Zupełnie zapomniałam że telefon zostawiłam na szafce przy wejściu do mieszkania. Zastanawiałam się co ja zrobię, bez mieszkania, przyjaciół i to w dodatku w obcym mi mieście....
Lacky położył łeb na moich kolanach, pogłaskałam go.
- No tak, przecież mam jeszcze was.- uśmiechnęłam się leciutko i przytuliłam psa do piersi. Wstałam z trawy i zaczęłam spacerować po wydeptanej ścieżce. Znalazłam dość zaciszne miejsce gdzie mogłam w spokoju posiedzieć. Usadowiłam się pod krzewem i zaczęłam nucić piosenkę.
"Oh ma douce souffrance
Pourquoi s'acharner tu r'commence
Je ne suis qu'un être sans importance
Sans lui je suis un peu paro"*
 Nie wierzyłam w to co się stało, to... to wszystko stało się tak szybko. Rozdarłam końce mojej sukienki i wyścieliłam małe posłanie dla mojego psa. Z torby wyjęłam sweterek i przykryłam nim Lackiego.
Zapadł zmrok, było coraz zimniej.
- Chyba nic gorszego się nie może stać?- spytałam sama siebie, niestety wykrakałam. zaczął padać przeszywający zimny deszcz. Zastanawiałam się co robi teraz Rozalia, pewnie siedzi sobie w ciepłym pokoju i popija gorącą czekoladę, a ja moknę w deszczu i nie wiem co zrobię....
Zasnęłam..
Dzień... noc... wiatr... deszcz... to wszystko miesza się w jedną całość.... nienawiść... złość... strach... to wszystko mnie przerasta... przyjaźń... miłość... zaufanie... to wszystko tylko jedno wielkie kłamstwo...
Wszystko przegrałam, jestem tylko nikomu nie potrzebną zabłąkaną duszą, która i tak zniknie... Nikt nigdy nie pomyśli o Amy......
Nicość to ona mnie pochłonie...
" Rozalia, co ja takiego zrobiłam, popełniłam największy błąd w moim życiu... teraz wszystko rozumiem. Miała prawo, w końcu to jej mieszkanie i ona stawia reguły.."- pomyślałam, było koło trzeciej. Lacky wciąż spał, zajrzałam do torby. San jak zawsze jeszcze spał, ale Romeo i Julia miałczały przez cały czas.
- Na pewno jesteście głodne? Niestety wszystkie sklepy są zamknięte a ja nie mam nic do jedzenia... przepraszam.
Obudziłam Lackiego i ruszyłam w stronę dzielnicy Rozalii. Było mi zimno bardzo zimno, przez moje ciało przechodziły zimne dreszcze. Czułam narastający ból głowy. Po niecałych dwudziestu minutach doszłam pod drzwi mieszkania. Przeszedł mnie kolejny dreszcz i ból przeszył moją głowę. Opadłam nieprzytomna na zimne schody i sturlałam się pod furtkę. Obudziłam się opatulana stosem koców na kanapie w jakimś pomieszczeniu. Obrzuciłam spojrzeniem cały pokój, tak to był salon w domu Rozalii. Na przeciwko mnie w fotelu siedział przejęty Cristiano, wzrok miał spuszczony na podłogę. Dopiero teraz zobaczyłam że moja głowa spoczywa na kolanach Dastina.
- Dastin?- wyszeptałam, szybko spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem. Cris odwrócił szybko wzrok w naszą stronę.
- Nie wstawaj, leż spokojnie.- pogłaskał mnie po policzku
- Co z kotami? I i gdzie jest Lacky?- serce mi stanęło, pomyślałam o najgorszym, a jeśli maluchy nie przeżyły a mój ukochany pies uciekł?
- Nie martw się, zwierzaki zostały nakarmione i są na górze.- odetchnęłam.
" Nic mnie nie boli, lepiej wstanę i zobaczę co u rodzeństwa"- pomyślałam i się podniosłam. Niestety nie na długo, zaraz po tym opadłam z powrotem na miękkie poduchy z przeszywającym bólem w głowie. Tym razem Cris wstał szybko z fotela.
- Mówiłem, nie możesz się przemęczać.
- A tak właściwie co się stało?- spytałam
- Szliśmy razem z Crisem sprawdzić czy przypadkiem nie wróciłaś, i kiedy wchodziliśmy na ulicę zauważyliśmy że jakiś pies do nas podbiega, jak się okazało był to Lacky, podbiegł do nas i zaskomlał, następnie pobiegł w stronę mieszkania Rozalii i wtedy zobaczyliśmy że leżysz nieprzytomna bardzo blada, i że masz sine usta. W tedy myślałem że już po tobie ale na szczęście tylko zemdlałaś. Nakarmiliśmy zwierzaki i zajęliśmy się tobą. Czekaliśmy aż się obudzisz już chyba z cztery godziny. A tak w ogóle znaleźliśmy cię o godzinie siódmej, jak coś.
- Czyli leżałam tam cztery godziny?- spytałam przerażona
- Co?! Aż cztery? Boże, musimy cię zawieść do lekarza.- oznajmił Dastin- A tak w ogóle gdzie ty się podziewałaś?
- Kiedy wybiegłam, poszłam do parku jakieś 20 minut z tąd, tam zrobiłam posłanie dla Lackiego i zasnęłam pod jakimś krzewem.- zaśmiałam się- pewnie wyglądałam jak jakaś bezdomna, w poszarpanej brudnej sukience. A no tak zapomniałam przecież jestem bezdomna...- oczy mi się zeszkliły.
- czyli spałaś pod jakimś krzewem w tym okropnym deszczu?! Co jeśli dostaniesz jakiegoś zapalenia płuc czy coś! Nie chcę cię stracić...



CDN






* tłumaczenie słów piosenki:
Indila - Dernière Danse

"Och, moja słodka udręko.
Po co z tobą walczyć, ty znów się rozpoczynasz.
Jestem tylko istotą bez znaczenia.
Bez którego jestem trochę zagubiona."














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz