czwartek, 31 lipca 2014

Amy: Nowe miasto,nowy życie :3

Nagle wszyscy troje Cristiano, Rozalia i Mickel spojrzeli gdzieś za mnie. Spojrzałam pytająco na Rozalie, wpatrywała się uważnie w jeden punkt, kiedy spojrzała na mnie szepnęła.
- Idzie Dastin, będzie oprowadzany przez nas.- odwróciłam się i potknęłam o własny bagaż, niechcąco wpadając na Dastina, który odrzucił swój bagaż i mnie złapał.( taka romantyczna scena) Spojrzałam prosto w jego migdałowe oczy. Miał dość krótkie brązowe włosy, a w lewym uchu spoczywał kolczyk. Miał około 20 lat i na pewno dziewczynę która już zanim tęskni.
- Przepraszam ja, ja nie chciałam.- odwróciłam wzrok z chłopaka i spuściłam głowę.
- Nic się nie stało.- uśmiechnął się- Ty jesteś Amy? Słyszałem że spędzimy razem cały rok.
- Tak to ja, ale lepiej poznaj naszych przewodników.- odwróciłam się w stronę Rozali i chłopaków.
- Hej, ja jestem Rozalia a to jest Cristiano i Mickel.- uśmiechnęła się szeroko i spytała.- Już wiecie gdzie będziecie nocować?
- Na śmierć zapomniałam, nie zarezerwowałam sobie żadnego hotelu!- przypomniałam sobię i usiadłam na ławce.
- W sumie mam wolne poddasze gdzie stoi pojedyncze stare łóżko ale materac jest miękki, a ubrania możesz trzymać w kufrze.- zaproponowała niepewnie Rozalia spoglądając na moje walizki.
- Och, byłoby wspaniale! Dziękuję!- rzuciłam się na nią i mocno przytuliłam
- A ty Dastin jak chcesz mam wolny pokój u mnie w domu, więc jeśli nie masz gdzie spać to śmiało możesz u mnie.- wdn yszczerzył się Cristiano.
- Byłoby super, dzięki! Przynajmniej nie będę musiał się martwić o brudną pościel.- wszyscy parsknęli śmiechem i ruszyliśmy dziarsko do busu wynajętego dla nas prze organizacje. Dopiero teraz zapomniałam że w budynku został Lucky i Sanbites.
- O mój Borze zapomniałam o czymś!- i rzuciłam się pędem w stronę lotniska. Po chwili pod pachą trzymałam klatkę z moim kotem, a w drugiej ręce smycz z psiakiem. Wsadziłam zwierzaki na tylne siedzenia i sama usiadłam koło Dastina. Dowiedziałam się że pochodzi z Włoch a jego pełne nazwisko brzmi Dastin Valentino Di Carlo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz